Ilekroć słyszę i czytam, że muzułmanie przybyli do Europy się nie integrują, że źle traktują kobiety, że są niebezpieczni i chowają bomby po kieszeniach mam głęboki dysonans poznawczy. Żaden z muzułmanów i muzułmanek, których znam, nie odpowiada temu opisowi. Odbieram to tak, jakby mówiono o katolikach wyłącznie na przykładzie ojca Muchomorka. Uważam, że takie podejście do imigrantów – wyznawców islamu jest a) bardzo niesprawiedliwe, b) bardzo niebezpieczne.
Owszem, ja wiem, ze sa muzułmanie odpowiadający temu negatywnemu opisowi. Wiem też, że nie jest ich mało. No, może jedynie tych od bomb jest naprawdę mało. Wiem też, że ci niezintegrowani i źle traktujący to najczęściej biedni, niewykształceni chłopi z Pakistanu, Bangladeszu, Somalii i paru innych państw. Wiem też, że biedni, niewykształceni chłopi z Polski też się nie integrują i też żle traktują swoje żony. Wrogość w stosunku do nich w niczym nie pomaga. Im trzeba edukacji oraz dyskretnego i mądrego rozbijania tworzących się jednolitych kulturowo gett. W londynskim Tower Hamlets na przykład (gmina 200 tys. mieszkańców) przybysze z Bangladeszu stanowia 1/3. Powiedziałabym, że tak się integrują, jak im na to okoliczności przyrody pozwalają, czyli sami ze sobą. Miasto nie powinno było do tego dopuścić, na tyle, na ile niedopuszczenie jest możliwe, tzn. poprzez regulację tego, kto mieszka w mieszkaniach kwaterunkowych.
Wiem więc, ze sa też ci inni, różniący się od moich islamskich znajomych. W dalszym jednak ciągu gdy słysze pełne niechęci głosy ”a muzułmanie to, a tamto i tacy niedobrzy są”‘, to coś się we mnie z tym nie zgadza. Niechęć, zmieszana z lękiem i obrzydzeniem naprawdę do niczego dobrego nie prowadzi.
Poza tym to nie jestem pewna, czy problem polega na tym, że odrzucają zastaną kulturę i nie chcą jej zrozumieć. Nie da się przecież zintegrować natychmiast, to proces bardzo długotrwały. Moim zdaniem sa 3 etapy inegracji:
- pokolenie imigrantw, zwykle dosc dobrze dostosowane (bez internalizacji) do nowej kultury (potulne), bo w koncu zmiana miejsca zamieszkania to ich swiadomy wybor;
- ich dzieci, de facto dwukulturowe, najbardziej ‘niebezpieczna’ grupa ze wzgledu na to, ze jest zawieszona pomiedzy kultura wyniesiona z domu a kultura, w ktorej mieszka*; grupa podatna na ekstremizm;
- wnuki – zintegrowane, choc czesc moze w dalszym ciagu pielegnowac swoje zwyczaje i religie (dotyczy to dotyczy to nie tylko muzulmanow, ale i na przyklad zydow) – zwyczaje te przesiakaja do zastanej kultury, nieco ja zmieniajac.
Niektórzy twierdzą, że problem z imigrantami z bardzo różnych od europejskiej kultur jest nierozwiązywalny (zawsze będą kłopoty). Jest to prawda w tym sensie, że nie da się uciec od modelu nakreślonego powyżej. Problem z drugim pokoleniem jest zawsze, czytałam jakąs pracę dowodzacą, na podstawie danych, że w 30 lat po dużej fali emigracji należy spodziewać sie zamieszek, lub przynajmniej sporego zamieszania. Tym wiekszego, im wieksze napięcia międzykulturowe, niesprawiedliwości ekonomiczne itp. To ci z grupy 2 burzliwie moszczą sobie miejsce w społeczeństwie tak, aby z jednej strony zminimalizowac konflikt z wartościami wyniesionymi z domu, a co za tym idzie z rodziną, z drugiej zas zminimalizować marginalizację (wyjść z marginesu). Oczywiście skala tych zamieszek, zaburzeń (moga one przybierac bardzo różne formy), zależy od siły napięć. Ci z bombami w kieszeniach to własnie dzieci emigrantów.
Od modelu nie da sie uciec, ale można – moim zdaniem – znacznie zmniejszyć negatywny efekt drugiego pokolenia.
Osobą, która moim zdaniem robi bardzo dużo w celu zasypania kulturowej przepaści pomiędzy muzułmanami i kulturą europejską (ale nie tylko) jest Tariq Ramadan. Niektórzy oskarżają go o doublespeak, czyli stawianie diabłu świeczki i panu bogu ogarka przy jednoczesnym realizowaniu ukrytej agendy jaką jest propagowanie islamu niekoniecznie w najłagodniejszej formie. Owszem, Ramadan zwraca się inaczej do współwyznawców a inaczej do pozostałych**. Mnie jednak takie zachowanie wydaje się raczej dobre niż złe. Jestem zwolenniczką poglądu, wg którego skuteczność przekazu zależy od nadawcy. W zakresie zdrowego rozsądku rzecz jasna. Jednym słowem jeżeli chcę coś skutecznie zakomunikować, muszę posługiwać sie pojęciami i wartościami zaczerpniętymi z systemu odbiorcy. W innym przypadku mój przekaz zostanie odrzucony, i to na wielu płaszczyznach: jako niezrozumiały, protekcjonalny, narzucony.
Pare dni temu uslyszałam w radio fragment rozmowy z T.R. Powiedzial bardzo interesująca rzecz, podczas dyskusji o potencjalnych możliwościach uwspółcześnionego odczytania Koranu – że on by przekonywał muzułmanow do teorii „kraje demokratyczne to kraje, w ktorych panuje szariat”. I że wytlumaczyłby muzułmanom, iż Koran powstał w określonym kontekście historycznym i aby boski przekaz mógł dotrzeć do ówczesnych, musiał się on odwoływać do tamtejszej rzeczywistości. Należałoby więc teraz przyjać do wiadomości, że rzeczywistość się od VII w. nieco zmieniła i nadać koranowi nowa, współczesną szate, bez zmiany samej istoty boskiego przekazu. A ta istota w przypadku szariatu to państwo prawa. Kraje demokratyczne państwami prawa są. Bardzo mi się ta koncepcja znalezienia wspólnej płaszczyzny spodobała.
Patrzac na mój model nie da się nie zauważyć, iż pod wpływem imigrantow zastane społeczeństwo się zmienia. Wiem, że powszechny jest lęk przed tym. Spójrzmy jednak tak – Enoch Powell przewidział w latach 60-tych napływ rzeki imigrantów do Zjednoczonego Królestwa. Tak sie stało. Rzeka napłynęła. Społeczeństwo się od jego czasów zmieniło. No i co, czy zmieniło się na gorsze?
Notka statystyczna:W Londynie jest prawie 9% muzułmanów, 58% chrześcijan, 16% ateistów, 4% wyznawców hiduzimu, 2.1% zydow, 1.5% sikhów, 0.8% buddystów, 0.5% wyznaje inne religie a 9% sie nie określiło. (Census 2001)
* Cytat pod jednym z tekstów na stronach BBC:
My childhood devastated me as I contended with two opposing worlds, both of which sought to control my choices and led me to rebel, and feel anger towards my home culture and its opposite the outside. My children will be taught to make brave decisions: I tell them look to the good in all cultures and know that you are a British, European and Muslim. Muslim children need a break, they need the chance to breathe and live without guilt. N Malek, London UK
** Przykład zwracania się do swoich, w komentarzu muzułmanki: Tariq Ramadan speaks to South African Women
Witaj Beata – cieszę się, że już piszesz. Pozdrawiam Halina